Człowiek- tylko czy aż?
Dużo, czy nic?
Śmierć zawsze jest wydarzeniem, które dotyczy jakiejś osoby,-
jest przez to niepojęta. Gasną sobie dwa promyczki. I cisza.
Śmierć.
Zazwyczaj jak człowiek się o niej dowiaduje wpada w histerię. Kurwa, nawet to jest egoistyczne. Nie myśli o życiu tej osoby, które właśnie się skończyło, o jej cierpieniu. W tej histerii ma w głowie tylko 'Już nigdy jej/jego nie zobaczę'. To jedno pierdolone zdanie. Ktoś coś mówi, coś robisz i w głowie te pięć słów. Pielęgniarka odpina worek w łazience szpitalnej, wyłania się jej posiniała już troche twarz, a człowiek przestaje myśleć. Egzystuje, w głowie przejawy jej słów. Może płacz, sama już nie wiem. Gdy zakopywali ciało nie pojawia się żadna łza. Jak już pojawi się w głowie inny obraz następuje powrót do codzienności. Najpierw jednak trzeba się oswoić. Sny, w których jest obok,ale oczywiście wiadomo, że nie żyje. Po prostu nie można się zbudzić. Z czasem sny mijają. Wracają na chwilę, kiedyś, ale sprawiają już tylko ból. Pobudka i niedowierzanie, że to nie prawda. Poszukiwanie w mieszkaniu, które okazuje się puste. Pomału zapomina się głos, uczucie towarzyszące dotykowi. Nawet o tym nie myślisz, oswajasz się. Otoczenie jest spokojne, każdy może ci coś o zmarłej osobie powiedzieć. Skoro nie żyje- nie zaprzeczy. Jeśli jesteś młodą osobą to to przekonanie wszystkich, że mają prawo do Ciebie i zostaną Twoją nową matką. W końcu sprawa jaky minęła. Ja tylko czasami, jakieś święta, ważne momenty w życiu muszę założyć naprawdę ogromną maskę, żeby czasem nie przyszło mi do głowy zadać sobie pytania 'jakby to było, gdyby żyła'. Maskę tą trzeba zakładać zawsze, kiedy jest smutno, żeby nie przypominać sobie chwil w których pamiętałam, jak to jest wiedzieć, że zawsze mam oparcie, kogoś, kto zawsze będzie chciał wiedzieć co u mnie, rozśmieszy mnie po kłótni z MM. Najgorej, jak maska pęka a ja nawet nie potrafie wyjaśnić komuś, czemu rycze widząc matkę idącą z dzieckiem za rękę. Nigdy nawet nie przyznaje się jak bardzo zazroszcze wielu ludzom wokół. Czasami zazdroszczę nawet MM i za chuja nie mogę się wtedy przyznać do tego sama przed sobą. Ta zazdrość jest przechujowa. Gorsze są może tylko wspomnienia, bo ta śmierć po pewnym czasie dopiero zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Ten czas to lata, po których zaczynasz tęsknić jeszcze bardziej, prawdziwą tęsknotą. Nie musze już pamiętać głosu i zapachu.
Wiem, że przebudziłaś się i prosiłaś o życie i wiem dla kogo. Dziecku niestety gdy jego rodzic umiera mówi się, że najpóźniej za tydzień wróci do domu, po dwóch dniach i telefonie przekazuje mu tylko informacje, a ono ma wtedy w głowie tylko 'już nigdy jej nie zobaczę'. MM śpi i nie wiem, co mi odjebało wejść do Interzone i wylewać gorzkie żale. Nigdy nawet się nie pożegnałam, więc może zostawie tu te pare zdań i dedykuje Ci piosenkę:
Jesteśmy parą politoksykomanów. Walczymy z przestarzałym podejściem na temat narkotyków. W rzeczywistości jesteśmy uzależnieni tylko od siebie. Podejmujemy wyzwanie, jakim jest przedstawienie jak najbardziej oddającego rzeczywistość związku partnerskiego. Nie propagujemy spożywania jakichkolwiek narkotyków. Interzone(czyli to miejsce w którym sie właśnie znajdujesz) jest miejscem przeznaczonym do fikcyjnego, literackiego opisywania różnych stanów MM i MŻ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz