poniedziałek, 15 listopada 2010

Bajka zgodna z konstytucją

Leżały w mazi dwa piękne jabłuszka: słodkie i kwaśne. Słodycz jednego poruszyła miliony w delektacji i ekstazie smakowej. Ktoś chciał zjeść tyci kawałek z marchewką, lecz z mazi wylazł Obrońca Rozkoszy Smakowych, jednoznacznie ogłaszając zgromadzonemu tłumowi, iż nie każdy może jeść jabłko. Zadziwieni ludzie zaczeli wymiotować. O Wielki Obrońco Rozkoszy Smakowych, cóż mamy teraz czynić? -zawołał tłumownik. Na to w odpowiedzi dostał, iż tylko zażartował. Lecz tłum i wydobywające się wymiociny zagłuszyły wypowiedź Obrońcy. Zaniepokojony całą sytuacją Obrońca popadł w dyskomfort, jaki tworzyły rzygowiny toczące się pod jego kończynami. Nagle maź stopniowo zaczeła się podnosić, aż po ramiona Obrońcy. W krzyku wręcz agonalnym zatopił się w swej mazi oraz po zsyntezowaniu całego vomitorium nie zaprzestającego swej czynności. ,,To koniec" powiedział ktoś z tłumu, a z jego odbytu zaczeły tryskać barwy szczęścia. Odnalazł w tym rozkosz, więc ludzie na siłe zmusili się do przemieniania swego stolcowego brzmienia w kolorową tęczę. To świetne ! Krzyczeli po kolei. Nagle tęcza rozległa się nad bagnami pełnymi odcieniami rzygowin. Upajając sie stanem samozachwytu, pożegnali swego Obrońce w tradycyjny sposób, znany tylko im. Każdy oddał po nerce rzucając na jego grób. Środowisko owe nie znało sie na medycynie, obrońca nie był ich bogiem. Nagle wszyscy odczuli smutek, żal i przepełniające ich uczucie tego, że nikt nie będzie w stanie obronić przed rozkoszami smakowymi. Depresja silnie wyniszczyła populacje w rzędzie 90% całej zebranej ludności. Oślepiający widok tęczy w taki sposób ukierunkował ich kroki, że raz jeden po drugi zapadali się w mazi rozkoszy przepełnionej wymiocinami. Została tylko para, która zjadła na pół kwaśne jabłko nie wiedziąc, co sie za bardzo działo. Przyznali, że jabłko nie było nawet takie złe, lecz jego działanie nie było na tyle spektakularne jak w poprzedniej wersji. Uciekając przed smrodem wymiocin i światlem tęczy ujrzeli tygrysa. Strach w ich oczach był przenikliwie ekstytujący. Tygrys zdawał się byc dwukrotnie większy niż zwykły. Opanowany tygrys udał się w druga strone, natomiast para rozdzieliła sie w panicznym biegu. W taki sposób spotkali się znów w tym samym miejscu. Populacja zanikła, tęcza wciąż świeciła a odór zdawał się być mniejszy. Przysiedli i wspominali jakże było wspaniale kiedyś, a teraz nikt już ich nie obroni przed Bogiem, poczym pożarł ich tygrys. Tygrys udał sie na spoczynek, był jeszcze bardziej spokojny i opanowany. Lecz okazało się, że małe przestraszone dziecko schowało się w jaskini. Dziecko jeszcze nie rozumiało, że tygrys nie może go zrozumieć. Opowiedziało mu całą historię. Powiedział, że te jabłka miały zmienić kierunek jego rasy, czyli całej ludzkości, a on nie wiedział, w jaki sposób można zjeść dwa jagłka przez tyle "mylonów luci". Tęcza wciąż świeciła nad ogromną dżunglą, rośliny zaczeły się poruszać. Tygrys beknoł, a z jego zębisk wypadł pierścionek mamy dziecka. Dziecko podbiegło bez strachu do tygrysa, a ten szybko odbiegł. Jak się okazało na drzewie wisiały dwa takie same jabłka. Dziecko wspieło sie po nie, powąchało, a widok jaki ujrzał był dla niego najwspanialszym przeżyciem. Z łzami szczęścia ujrzał wodospady, które już rozcieńczyły partie mazi i partie wymiocin, przemieniając się w ciekłokrystaliczną wodę. Las ożył, poczuł triumf, po czym zszedł z drzewa. Poza tygrysem zwierząt zebrały się setki: ptaki w figlarny sposób podlatywały, słonie trąbiły. Dziecko powiedziało że ono będzie teraz rządzić, gdyż ma dwa jabłka ! Wszystko ucichło, tęcza opadła, pojawił się tron. Bez namysłu rozsiadł się na nim. Pomyślał 'jestem królem świata', ale miał wątpliwości: czy owe jabłka są dobre? Zszedł z tronu i oddał jabłka matce ziemi. Jabłka wchłonięte przez ziemie zaowocowały rosnąc w gigantycznym tempie. To jest "ogroomne" powiedział. Spostrzegł, że zwierzęta nie rozumieją jego mowy. Na drzewie rosło wszystko: snicersy, marsy, puszki coli, wszystko, czego tylko mógł zapragnąć. "Podzielee się z wwami nie martcie się" - powiedział. Nikt tego nie chciał zjeść z zebranych tam zwierząt. Ogromna, przepotężna chmara komarów, much i inych owadów rzuciła się na dary drzewa. Zrobiło sie ciemno nie było widać tęczy. Dziecko usiadło pod drzewem, a po każdej sekundzie spadało na niego miliony robaków, martwych. 'To zabbija robbbaczki" -pomyślał. Tygrys sie na niego spojrzał, ale dziecko już było przerażone i się popłakało. Łzy zamieniały się w substancje żrącą, twarz ulegała deformacji. Wspomniał, jak żyli jego rodzice, jak było kiedyś pięknie i zrozumiał, że gatunek ludzki wymarł. Pomyślał "traffwie do niebba", lecz łzy ciekły tak intensywnie, że ciało całkowicie sie rozpadło. Uniósł się w duchu wraz z resztą ludzi widząc blokowiska, rakiety, czołgi i zwłoki ofiar. Ziemia uległa przekształceniu na ich oczach, bez ingerencji ludzi i wtedy ostatnią myślą dziecka było "czy w niebie są hamburgery i telewizja..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz