Data jak każda inna, godzina 22:20, minęło 6 godzin od mojej pobudki. Senność jest wszechobecna, niechęć do czegokolwiek. Dostrzegam, iż ciągła rozpusta alkoholowa mieszana na przemian z narkotykową jest tylko zabijaniem czasu. Tak naprawdę ciężko wolny czas przeznaczyć na coś konstruktywnego, gdy ma się do wyboru te dwie opcje. Ta pierwsza zdaje się być dużo przyjemniejsza, łatwiejsza, nie wymagająca specjalnie od nas zbytnich umiejętności. Tworzenie czegokolwiek, nawet jak ja teraz to opisuje, to myślicie, że wolałbym co robić ? Właśnie kolega do mnie napisał, co może się wydarzyć dalej ? Każdy wie. Natomiast jakieś moralne opory oraz faktyczny brak funduszy ograniczają mnie do pisania tej notki. Mija czas, a tak naprawdę warto go tylko spożytkować na miłość, ale jednocześnie poświecić się jej pielęgnacji, co już niestety w moim przypadku okazało się strasznie drastycznym przeżyciem. Nie można się poddawać ani załamywać, każda porażka może prowadzić do zwycięstwa. Szkoda tylko, że te życie jest takie nudne… A jest mnóstwo prostych sposobów, aby ją zabić, znacie je, co? Życie się toczy u mnie beznadziejnie, co mnie trochę bawi. Ciężko jest człowiekowi odżałować coś co było zaprzepaszczeniem jego doczesnego dziennego szczęścia. Gdy można porównać, obydwie rzeczy (utraconą miłość i używki) w drodze ich odstawiania znacznie lepiej się odstawia narkotyki. Te narzekanie, nie jest już tak wyjące, skomlące, pogrążone w tragizmie romantyzmu, lecz staje się być racjonalne. Naszła mnie ochota, aby napisać cokolwiek, gdyż poczułem trzeźwość umysłu, którą ostatnio codziennie zatracałem. Codziennie potyczki, lęki, dały mi trochę do myślenia, aby do końca się w tym nie zatracać i czasami spojrzeć na siebie z perspektywy kogoś innego. Poszukiwania drugiej połówki niektórym nie sprawia problemu, często znajdują jakieś krótkie znajomości, przelotny seks. Człowiek z wybujałą fantazją idealnej miłości, który będzie już i tak poszukiwał tylko zastępczej. Szkoda było coś takiego utracić, jednocześnie i tak pozostaje coś takiego jak kłamstwo i nieszczerość. To jest także ciężkie w odstawianiu miłości. Te ciągłe podejrzliwości w głowie tworzą się wówczas, gdy do końca nie wiemy co się tak naprawdę stało. Stać się mogło wiele, a podawanie często lakonicznych przyczyn wydaje się być zbyt proste i puste dla nas. Nic, coś się kończy, coś się zaczyna. W gruncie rzeczy czuje dalej ogrom nie wyładowanej złości i agresji. Z drugiej strony ostatni cyrk jaki fundowałem moim widzom wydaje się być przy tym dużo gorszy. Popadam z skrajności w skrajność, z roli błazna, w poważnego ponuraka. Taka jest moja osobowość, widocznie czasem stan upodlenia daje nam wgląd w samego siebie. Tak to ja- ponury błazen.



Zamieszczony post jest autorstwa MM z 2o lutgo 2009 roku.
OdpowiedzUsuńSama MŻ została poznana w sierpniu 2009.
OdpowiedzUsuń