Przez pomarańczowe godziny zastane po przesunięciu czasu nadeszła pora kościelna. Wieczór, ludzie szli na msze, lampy zapalone dające ciepło i jakiś pozytywny wpływ. Pary które szły jakby bardziej na randke niż do kościoła, babcie oraz dzieci poprzebierane w różnorakie kostiumy (te kostiumy babć...). Przystanek, czekanie- droga do szpitala ostatnio przypomina jakby podróż tych ludzi do kościoła. Oni odbierają swoją nagrode, my musimy odbębnić swoją msze. Gdy wracalśmy autobusem znowu te same twarze, kolejka po mszy w Aptece. Rozczaczorawanie i powrót do szpitala... Kiepsko z dzisjszą nagrodą. Zanudzenie tramalową sedacją i czymkolwiek, co i tak nie działa- szał gówien. Jutro poprzedze krucjate po benzo chwilą odpoczunku- przyda się, chociaż i tak nic nie robimy. Pieprzeni hedoniści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz